93.176.*.*
2011.07.30 14:05
Witam Jak widać rak dotyczy szerokiego grona społeczeństwa. Nigdy nie wiadomo kogo zaatakuje, ale każdy u kogo w rodzinie stwierdzono tą chorobę powinien się przebadać. Wiadomo że wielu ludzi boi się iść do lekarza, a ja jako jedna z zagrożonych, ponieważ moja babcia i dziadek chorowali na tą chorobę, przebadałam się na stronie [b]tojefura.com[/b] i dowiedziałam się jakie jest ryzyko rozwijania się komórek rakowych w moim organizmie i czy się już rozwijają. Pozdrawiam
madalenadelamur
2010.11.27 16:25
Mam chorego teścia w domu-NOWOTWÓR. I wiecie co w takiej sytuacji robi się chyba wszystko,żeby dać mu jakąś szansę na to by mógł żyć dłużej.Każdy sposób jest dobry by go wypróbować.Kiedy widzę jak się męczy,cierpi.Cierpimy razem z nim.Chociaż nie dajemy poznać po sobie,że w głębi nas panuje jakiś smutek.Ja jednak zastosuję to leczenie.Bo może akurat to mu pomoże.
centaurek
2010.11.27 14:13
Ten list krąży w sieci już od paru lat. Juz poczatek jest dziecinnie-kretyński: Powiem tylko tyle, iż traktuje to jako wojnę z firmami farmaceutycznymi, bo niestety nikt w Was nie jest w stanie podać ani jednego powodu, dlaczego firmy te miały by chcieć wyleczyć nas z jakiejkolwiek choroby. Chcą wyleczyć choćby poto, że zdrowy pacjent z pewnością zachoruje jeszcze nieraz (i mu się znowu leki wciśnie). Martwy pacjent zysku nie przynosi. kilkanaście miesięcy temu uczeni z uniwersytetu w Nottingham (Anglia) przeprowadzili badania nad kapsaicyną podawaną wewnętrznie. Czyli firmy nie chcą leczyć, ale wynajdują leki, by leczyć - fascynująca logika. Podając kapsaicynę wewnętrznie zwierzętom doświadczalnym zauważyli, że chore na nowotwory - zdrowiały. Otóż okazało się, że kapsaicyna, dostawszy się do organizmu poszukuje komórek rakowych i znalazłszy je, zabija mitochondria, które są odpowiedzialne za podział i rozrost komórek. Zgadza się. Ale nie ma tu podanej żadnej konkretnej informacji - jaką dawkę podawali badacze, jakie były skutki uboczne, jak wpływała na rozwój/zatrzymanie choroby wielkość dawki. Badania przeprowadza się najpierw na zwierzetach chocby dlatego, by podawac im różne dawki i obserwacja, jak zwierzeta zareagują. Część z nich zapewne się zatruła i zmarła, u części stwierdzono brak reakcji na kapsaicynę. Niewielki procent wyleczono. Zastosowanie kapsaicyny w warunkach domowych bez wiedzy odnośnie działania, efektów ubocznych i co najwazniejsze - skutecznej dawki nie ma sensu. Równie dobrze mozna zjeść kiszonego ogórka. Tez nie zaszkodzi. Dodac trzeba, że kapsaicyna jest silna trucizną w większych dawkach. A także, ze jest... rakotwórcza! (Może wywoływać nowotwór skóry). koncerny farmaceutyczne nie są za bardzo zainteresowane wyprodukowaniem specyfiku całkowicie leczącego organizm. Skąd czerpaliby zyski, gdyby wyleczyli ludzi z najgroźniejszej choroby. Znowu demagogiczne pieprzenie. Zdrowy pacjent to klient, zmarły pacjent to brak zysku. Najważniejsze jest jednak tradycyjne leczenie i to ono powinno być postawione na pierwszym miejscu. A to jedyne słowa w tym tekście, z którymi sie całkowicie zgadzam.Join me to the Other Side, Nightside of the Paradise...
Malwinka
2010.11.27 13:29
Spróbujemy, zobaczymy... ☺Panuj nam sloneczko ☺